Bohdan Śmigielski

 

Biogram


Pan Bohdan Śmigielski przyszedł na świat w roku 1926 w jednym z najstarszych miast w Polsce - Śremie w Wielkopolsce. Jego rodzina posiadała dobrze prosperujący młyn. Od kiedy jako młody mężczyzna przekroczył jego próg, by pomóc wujkowi w gospodarowaniu, całe swoje dalsze życie związał z przemysłem młynarskim. W czasie wojny nieruchomość przejęli Niemcy, ale pan Bohdan nadal pełnił nad nim pośrednio pieczę. Jego brat natomiast brał udział w działaniach dywersyjnych oddziałów walki narodowowyzwoleńczej. Został zastrzelony przez okupantów w połowie wojny podczas jednej z akcji. Pomimo wielu niebezpiecznych sytuacji, udało się panu Bohdanowi przetrwać okupację. Młyn był dla Niemców cenny. Niestety po zakończeniu II Wojny Światowej nie udało się odzyskać dawnego majątku. Toteż w roku 1949 pan Bohdan przeniósł się do Warszawy, w której mieszkał początkowo z żydowską rodziną w Śródmieściu. Pracował w biurze projektów spichrzowych młynów i jako przedstawiciel niemieckich fabryk młyńskich. Do Falenicy trafił dopiero w 1965 roku i osiadł w niewielkim domu wśród zieleni. Dziś siedząc w fotelu chętnie opowiada o losach swojej rodziny i ukochanej wielkopolskiej miejscowości. 

 

Fragment opowieści:

„Ja wróciłem z koszar… Jeszcze poszedłem tam do jednej piekarni zainkasować pieniądze za dostarczoną mąkę. A to Polak piekarz tam był, bo ta jego szefowa Niemka uciekła też. Niemiec był powołany do wojska. I mówi tak: „Jak ja mam panu płacić pieniądze za mąkę? Niech pan zobaczy! Co chwilę ktoś wleci, chwyta bochenek chleba i wychodzi. I nic nie mówią!” to ja takiego tam, co miał wypisane, że Dywizjon Hermann Goering. Była taka dywizja, ona została rozbita gdzieś na magistracie węglowej, zdaje mi się. Tam ich więcej przechodziło takich. Ale taki wszedł i bierze! To ja mówię: „Halo! Tak nie można! Ja tu jestem z młyna. Przyszedłem po pieniądze. Ten nie może mi wypłacić, bo wy bierzecie tylko za darmo. Nie ma już tego urzędu, co kartki rozdawał żywnościowe. To już nie jest wymagane, bo tu jest już front. Ale zapłacić trzeba!” Wyjął dziesięć marek, mówi: „Za siebie i za kolegów płacę”. I wyszedł.”

 

Warto odwiedzić