Zbigniew Smykowski

 

BIOGRAM:

Pan Zbigniew Smykowski (ur. 1924) w Międzylesiu zamieszkał przed wojną. Przeżył w nim dzieciństwo i, jak sam mówi, dwie kolejne okupacje. Jednak najciekawsze watki opowieści pana Zbigniewa związane są z tajemniczym gmachem Instytutu Elektrotechniki, który wzniesiono w Międzylesiu w pierwszych latach po wojnie. Miejsce to nie było przypadkowe. Kiedy pan Zbigniew zatrudniał się w Instytucie głęboko wierzono, że placówka ta będzie najpotężniejszym ośrodkiem badawczo-naukowym w kraju. Była wielkim i potrzebnym marzeniem. Czy o tym właśnie rozmyśla nasz bohater podczas swych codziennych spacerów po wawerskich lasach?

 

FRAGMENT OPOWIEŚCI:

„Drugą atrakcją, która wpłynęła na rozwój całej tej struktury otwockiej, to znaczy jeszcze przed wojną światową i po wojnie światowej, to była tak zwana ciuchcia, kolejka wąskotorowa. To było takie metro na ówczesne czasy. Ona jeździła – tak jak jest stacja kolejowa w Międzylesiu koło ulicy Mrówczej. […] To był błąd państwa zarządzanego planowo, komunistycznego, że zlikwidowali tą kolejkę, bo wszystko opierało się na tym, że będą autobusy, będą ludzi woziły. Ale autobusy to jest mniej ekologiczna historia. Zresztą autobus nie zabierze tyle ludzi, co taka ciuchcia, prawda? Ona miała cztery/pięć kolejek. A w ogóle ta ciuchcia ratowała sytuację, bo po 36 roku, kiedy kolej była jeszcze nieuruchomiona, to ona dawał możliwość transportu ludzi do Otwocka i tak dalej.  […] Jeszcze taka ciekawostka… ponieważ Niemcy byli złośliwi, ale dobrze strzelali stosunkowo, to ta kolejka stała w Wawrze i gotowała parę, żeby naddać szybkości. Tu od Mrówczej do Anina, te Zbytki, nie Zbytki, to było otwarte pole. Więc Niemcy strzelali w ten dym, ale ten dym zostawał, chwała Bogu, w tyle. Nie mogli tej kolejki nigdy trafić, bo myśleli, że to jest pociąg jakiś pancerny, diabli wiedzą co”. 

 

 

Warto odwiedzić