Śladami Starego Doktora

Życie miałem trudne, ale ciekawe – tak pisał o sobie w pamiętniku na kilka tygodni przed śmiercią. Być może dzięki uprzejmości i pomocy mieszkańców Wawra, udało mu się spędzić przy Klasztornej wiele dobrych dni. Co sprowadzało Janusza Korczaka na teren gminy?

 

                                      Janusz Korczak (po lewej) ze swoimi współpracownikami (źródło: www.fcit.usf.edu)

 

Znany przede wszystkim z działalności na rzecz dzieci, Janusz Korczak był także pisarzem, publicystą i pedagogiem. Z wykształcenia lekarz – zdecydował się poświęcić życie pomagając innym, zwłaszcza dzieciom. Stanowisko dyrektora Domu Sierot objął jeszcze w 1912 roku. Od tamtej pory nie miał już innego domu, jak ten przy Krochmalnej 92. Wraz ze Stefanią Wilczyńską prowadził ośrodek pomagający wychowywać osierocone żydowskie dzieci. Dom Sierot był dziełem i celem życia Doktora. Marzył on jednak o poszerzeniu działalności i umożliwieniu podopiecznym aktywnego wypoczynku latem. I właśnie dzięki uprzejmości pewnego dobroczyńcy, udało się spełnić ten cel. Kolonie organizowano na terenie Marysina Wawerskiego.

 

Ziemia w darze

 

 

Kiedy Stary Doktor przyjechał na Wawer pierwszy raz, miał nieco ponad czterdziestkę. Wcale nie za późno na nowe plany. Te udało mu się zrealizować z pomocą Maksymiliana Cohna, który przekazał na rzecz żydowskiego Towarzystwa „Pomoc dla Sierot” 10 morgów ziemi we wsi Czaplowizna, bo teren dzisiejszego Wawra w 1921 roku był jeszcze małą, podwarszawską miejscowością. I tak, dzięki darowiźnie, funkcjonować zaczął ośrodek Kolonii Letnich „Różyczka”. W jego budynkach lato mogły spędzać nie tylko dzieci z domu Korczaka, ale także innych warszawskich sierocińców. Teren posesji obejmował między innymi internat, przedszkole i fermę, która pomagała w wyżywieniu licznych grup wychowanków. Kierowniczką domu początkowo była Matylda Temkin, a po jej wyjeździe stanowisko to objęła pedagog Ida Merżan.

 

Kolonie nazwano „Różyczka” – na cześć zmarłej córki pana Cohna. Po przystosowaniu budynków do przyjmowania dzieci – w 1922 roku zorganizowano pierwsze wakacje. Od tamtej pory dwa razy w ciągu lata przy ulicy Klasztornej robiło się gwarno. Raz z podopiecznymi przyjeżdżał Korczak, raz Wilczyńska, opiekując się z osobna chłopcami i dziewczętami. Ale ośrodek na Wawrze nie służył jedynie rozrywce. Korczak jako przykładny pedagog zadbał także o to, by dzieci mogły się rozwijać. Dlatego uczył je pracy przy organizacji kolonii, ich zadaniami była choćby pomoc w wykańczaniu budynków, plewieniu działek czy uprawianiu ogródka. Pobyty w Marysinie dawały wychowankom jedyną możliwość wyjazdu z miasta i zorganizowania prawdziwych wakacji, regularnie, aż do 1939 roku.

 

 

Lato pod okupacją

 

 

Kiedy nastroje antyżydowskie opanowywały stolicę, Janusz Korczak przestał czuć się bezpiecznie. Jako Żyd, naprawdę nazywał się Henryk Goldszmit, liczył się z tym, że fala antysemityzmu uderzy także w jego podopiecznych. Dlatego latem 1940 roku napisał do wójta gminy Wawer list z prośbą o pomoc w organizacji jeszcze jednej kolonii. Chciał zapewnić dzieciom choć odrobinę bezpieczeństwa i spokoju w czasie wojny. Pisał wówczas: „to może być ostatnia szansa pobiegania dzieci po lesie (…) może to ostatnie lato”. Sprawujący funkcję wójta wawerskiej gminy Stanisław Krupka (ten sam, który w czasie grudniowego mordu w 1939 szczęśliwie uniknął śmierci) zdecydował się pomóc Korczakowi w organizacji wakacji. Zobowiązał się ułatwić transport i wyżywienie wychowanków, mimo że pomoc Żydom w jakiejkolwiek formie, była już prawnie zakazana.

 

 

                         Główny budynek "Różyczki" umiejscowiony przy ul. Krochmalnej (źródło: www.fcit.usf.edu)

 

Dzięki wsparciu gminy pierwsze lato pod niemiecką okupacją udało się spędzić szczęśliwie aż 300 dzieciom. Okres ten był dla Doktora niezwykle ważny, jak sam pisał, najbardziej cieszył go fakt, że „ani razu z ust sąsiadów [nie padło] Judy –Żydy”. Jednak lato 1940 roku było ostatnim, jakie Janusz Korczak spędził na Marysinie, po prawie 20 latach corocznych przyjazdów.

 

Wierność dziecku

 

 

Dalsze losy Starego Doktora i jego podopiecznych są znane z wielu przekazów i relacji. Korczak podzielił los ponad 700 tysięcy ofiar zgładzonych w Treblince. Zanim trafił na Umschlagplatz, został aresztowany i osadzony w więzieniu. Po miesiącu spędzonym bez wiedzy o swoich podopiecznych, wrócił prosto do nich. Okazało się, że dzieci zostały przeniesione z ulicy Krochmalnej do nowego miejsca na terenie małego getta – najpierw na ulicę Chłodną, później Sienną. Doktor ponownie zamieszkał ze swoimi wychowankami. I mimo że starano się namówić go do ucieczki – odmawiał pomocy. W liście do wójta Wawra napisał „niestety panie wójcie Krupka, trzeba dać pokrycie na to, co w ciągu mego życia wyznawałem i głosiłem, to jest wierność dziecku – człowiekowi”.

 

Wedle relacji świadków 6 sierpnia 1942 roku hitlerowcy wyprowadzili z budynku przy Siennej Korczaka i 200 dzieci. „Widziałem, jak Janusz Korczak szedł ulicą Zamenhofa na czele dzieci z Domu Sierot podczas tragicznego przemarszu przez getto. Nosił on jedno dziecko na ręku, a drugie trzymał za rękę” – pisał Nachum Remba, działacz podziemnej organizacji działającej na terenie getta. Ponoć Korczak nie powiedział dzieciom, dokąd idą, dlatego te były grzeczne i z radością śpiewały piosenki aż do momentu odjazdu transportu.

 

Ślady Doktora

 

 

Dziś próbuje się uczcić pamięć Doktora na wiele sposobów. Rok 2012 był rokiem Janusza Korczaka. Z tej okazji na Marysinie odbyło się między innymi święto Starego Doktora. Na terenie osiedla znaleźć można także kilka miejsc poświęconych jego osobie. Od 1979 na tyłach bloku przy ulicy Korkowej 135 stoi pomnik pedagoga. Nieco dalej na północ znajduje się właśnie ulica Starego Doktora. Równoległe do niej, na południu Marysina odnaleźć można również ulicę Króla Maciusia i Zespół Szkół Nr 115, którego patronem jest tytułowy bohater tej najbardziej popularnej książki Korczaka. Na terenie obejmującym niegdyś budynki „Różyczki”, których działania wojenne nie zdołały zniszczyć, początkowo funkcjonowała Spółdzielnia Wód Gazowych. Dziś po dawnych budynkach nie ma ani śladu, jednak na samym obszarze stoi wawerska „Syrenka”, ośrodek sportu i rekreacji dla dzieci i młodzieży.

 

Jednak o Korczaku warto pamiętać nie tylko ze względu na obecność na terenie Wawra. Raczej dlatego, że właściwie jako pierwszy w dziejach myśli pedagogicznej zajął się badaniem zagadnień związanych z sytuacją dzieci i ich pozycją w świecie dorosłych. I mimo że jego metody mogły w ówczesnych czasach zaskakiwać – sporządzał listy wczesnego wstawania, listy bójek, organizował plebiscyty życzliwości czy niechęci, na pewno w jednym się nie mylił: „w życiu trzeba umieć dziecinnie się cieszyć i smucić, kochać i gniewać”. I chociaż sam nazywał się Starym Doktorem, nikt nie śmiałby wątpić w jego młodzieńczą naiwność i wiarę w świat.

 

Informacje i cytaty zawarte w tekście pochodzą z książek: „Kalendarium życia, działalności i twórczości Janusza Korczaka” Marii Falkowskiej, „Korczak. Próba biografii” Joanny Olczak-Ronikier oraz „Warszawskie miejsca Janusza Korczaka” Ewy Kozdrowicz i Bartłomieja Domagały.

 

Paula Szewczyk

Warto odwiedzić