Śmieciowy haracz

Miasto w wyniku protestów społecznych częściowo wycofało się z radykalnych podwyżek cen odbierania śmieci, uderzających przede wszystkim w domostwa jednorodzinne. Kontrowersje jednak nie nikną, gdyż cała kwestia, związana ze zmianą zasad gospodarowania odpadkami, nie została przedyskutowana społecznie. Problem jest wciąż żywy, ponieważ wciąż wzbudzają wątpliwości zarówno nowe przepisy uderzające w prawa obywateli, jak i same zasady przetargu, które, według prywatnych firm śmieciarskich, faworyzują miejską spółkę. 

 

 

            Przypomnijmy: na początku stycznia bieżącego roku weszły przepisy, a 6 marca Rada Dzielnicy Wawer, jako jedyna w Warszawie, podczas swej 30. sesji odrzuciła projekt uchwały, dotyczącej zmian w gospodarowaniu odpadami komunalnymi i sposobu naliczania opłat. Radni, w swym wyjaśnieniu, wskazali na nieuzasadnione krzywdzenie mieszkańców domów jednorodzinnych, które dominują w tej części Warszawy. Opinia, podczas posiedzenia następnego dniam nie została przyjęta przez Radę Warszawy. Przegłosowano tam uchwałę nowego systemu gospodarowania odpadami komunalnymi – w tym naliczania opłat za wywóz śmieci na terenie gminy. Zmiana zasad nastąpiła w związku z nowelizacją ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Samorządy jednak miały przyjąć ją 31 grudnia 2012. Władze stolicy nie dość że zrobiły to dwa miesiące później, to jeszcze zmiany nie zostały przekonsultowane z obywatelami. Ci zaś odczują potężne uderzenie po portfelach.

Wawer jest jedną z tych dzielnic, której mieszkańcy najdotkliwiej odczują zmiany wchodzące w życie od 1 lipca. Użytkownicy domków jednorodzinnych z początku mieli płacić aż 89 złotych miesięcznie, niezależnie od liczby domowników. Natomiast domów wielorodzinnych zasada ta już nie dotyczyła, choć i w tym przypadku podniesiono ceny – wahać się miały od 19,50 zł do 56 zł. Tym samym, osoba żyjąca samotnie w domku jednorodzinnym miała zapłacić 4,5 razy więcej niż gdyby mieszkała, na przykład w bloku.

            Teraz już wiemy, iż Warszawiacy zapłacą mniej (co nie zmienia faktu, że i tak więcej niż dotychczas). W wyniku ostrych sprzeciwów społeczeństwa, 23 maja Rada Warszawy postanowiła obniżyć stawki – 44,5 zł zapłacą osoby samotnie żyjące w domkach rodzinnych, dwuosobowe gospodarstwa – 68 zł, trzy i więcej osobowe – 89 zł. Pozostanie jednak „kara” za niesegregowanie odpadków – koszt wywozu śmieci w tej formie będzie o 40% droższy.

           

Aby było bardziej zielono

            W myśl tych nowych założeń, wyższe ceny za nieselektywne pozbywanie się śmieci mają skłonić mieszkańców do ich segregacji. Promocja tej formy zarządzania odpadami ma doprowadzić do odchudzenia składowisk i wysypisk, dzięki przetworzeniu surowców i odpadów na energię czy materiały do ponownego użycia. „Rewolucja śmieciowa” zakłada naliczanie opłat ze względu na liczbę domowników, a nie ilość śmieci. Wszystko po to, aby można było zapełnić dowolną (jeśli jest taka potrzeba) liczbę worków, przez co wyrzucanie odpadów na „dziko” do lasów stałoby się bezzasadne. Mimo to wciąż nie wiadomo, dlaczego stawka dla mieszkańców domów jednorodzinnych ma być znacząco wyższa, skoro według nowego systemu koszt wywozu śmieci z tego typu domostw oraz zabudowań wielorodzinnych będzie ten sam ze względu na firmę wyłonioną w przetargu, mającą monopol na obsługiwanie jednego z dziewięciu rejonów Warszawy. Może się okazać, że wyłączność uzyska Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania – spółka należąca do miasta. W tej sytuacji firma miałaby szansę przetrwać, gdyż od dawna balansuje na skraju upadłości z powodu silnej konkurencji, która dzięki nowym przepisom zostałaby wyeliminowana.

 

Przetarg pod faworyta?

            8 maja w Toruniu wyłoniono już firmę, która będzie zajmować się wywozem, zagospodarowywaniem odpadów komunalnych oraz zaopatrywaniem domów w odpowiednie pojemniki. Było nią Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania. Wygrana okazała się pewna, gdyż... żadna inna spółka nie przystąpiła do przetargu. Podobna sytuacja miała miejsce w grudniu ubiegłego roku we Włocławku, gdzie przetarg wygrała firma Saniko, należąca do tego miasta. Z kolei w Rudzie Śląskiej również nie było niespodzianki – w konkursie wyłoniono na 1,5 roku Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych oraz PUK Van Gansewinkel – firmy, które od lat zajmują się gospodarowaniem odpadów. W wielu miejscowościach w Polsce już istnieją monopoliści, dlatego w tych okolicznościach wyniki przetargów są łatwe do przewidzenia.

W przypadku stolicy istnieją uzasadnione podejrzenia o faworyzację przez Ratusz. „Gazeta Stołeczna” zauważyła, iż w wymaganiach wobec kandydatów, prócz technologii przetwarzania biologicznego, zaznaczono potrzebę przetwarzania termicznego, co oznacza konieczność posiadania spalarni. Tę ostatnią ma tylko jedna firma w Polsce – Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania. Na korzyść spółki przemawia również fakt, iż jest właścicielem jednego z dwóch składowisk śmieci. Prywatni przedsiębiorcy protestują i domagają się wyjaśnień, Ratusz zaś uspokaja twierdząc, iż „nie ma możliwości, aby MPO obsługiwało całą Warszawę”.

            Faktycznie, nieoficjalnie mówi się o 4-5 spółkach, które mogą zostać wyłonione w konkursie. Aktualnie w stolicy funkcjonuje ok. 140 firm zajmujących się wywozem odpadów. Choć większość z nich to małe firmy, obsługujące często kilka ulic lub osiedli. Czy w związku z nowymi zasadami już lada chwila mogą zacząć ogłaszać upadłość? Przetarg, co prawda, nie jest permanentny – ma być ponawiany co 3 lata, lecz do tego czasu na rynku prawdopodobnie zostaną już tylko te firmy, które wygrały w poprzednim konkursie i rywalizacja odbędzie się jedynie między nimi. Piotr Karczewski, dyrektor Biura Gospodarki Odpadami Komunalnymi (BGOK) m.st. Warszawy, przyznał, że rozwiązanie nie jest wolnorynkowe, lecz dodał, że taka jest filozofia przetargu – wybrać najlepszą opcję, która zapewni najwyższą jakość usług.

 

Mieszkańcy skazani na łaskę

            Podatek śmieciowy wzbudza sprzeciw nie tylko z powodu podniesienia cen i sposobu naliczania kosztów, jakie poniosą mieszkańcy poszczególnych gmin. Uchwała narzuca również prawo sprzyjające usługodawcy-monopoliście (w tym przypadku spółce państwowej) a uderzające w interesy obywateli i mocno ograniczające konkurencję na rynku. Przykładowo mieszkaniec dbający o segregację śmieci może mieć mimo wszystko naliczoną 40% dopłatę w przypadku, gdy firma uzna, że odpady zostały źle posortowane. Pozostanie tylko zapłacić, gdyż nie istnieją żadne procedury odwoławcze od tej decyzji. W związku z tym mieszkaniec w rzeczywistości jest zdany na łaskę monopolisty. Choć pojawi się specjalna infolinia, na której będzie możliwe zgłaszanie wszelkich problemów związanych z usługą, nie ma przesłanek prawnych, które umożliwiłyby przymusowemu „klientowi” reklamowanie złej usługi. 

             Te i inne zarzuty przekazali mieszkańcy na specjalnych spotkaniach „informacyjnych” z przedstawicielami BGOK, ponieważ nie mieli odpowiednio wcześniej możliwości uczestniczenia w konsultacjach społecznych. Pierwsze z nich odbyło się 15 kwietnia, kolejne 17 maja. Dyrektor Piotr Karczewski, bombardowany ostrymi słowami krytyki, dotyczącymi głównie  podniesionych stawek, starał się rozwiać wszystkie wątpliwości. W przypadku rozmaitych wyliczeń, dlaczego podwyżki mają być akurat na takim, a nie innym poziomie, Karczewski zasłaniał się tajemnicą handlową. Pocieszał jednak, że nie są to ostateczne ceny, jakie będą musieli płacić obywatele, gdyż decyzja zapadnie po rozstrzygnięciu przetargu.

 

Prezydent Warszawy do odwołania?

            Nie wiadomo, kiedy przetarg zostanie sfinalizowany – rozstrzygnięcie może być odraczane, jeśli nastroje społeczne nie ulegną zmianie. Podziękujmy naszym posłom i innym wybrańcom, że wpakowali nas w prawdziwe bagno! - grzmiał jeden z mieszkańców Wawra podczas ostatniego spotkania z BGOK – Zachęcam wszystkich, by wysłali worek śmieci w akcie protestu przeciwko temu procederowi! - dodał.

            17 maja, na wniosek radnych z ramienia partii Prawo i Sprawiedliwość, zwołano nadzwyczajną sesję Rady Warszawy w całości poświęconą uchwale śmieciowej. Radni Platformy Obywatelskiej, z której wywodzi się prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, zbojkotowali wydarzenie, oskarżając opozycję o działanie na pokaz za publiczne pieniądze. Na zebraniu zjawiło się w sumie 22 radnych – za mało, by sesja mogła się odbyć, a tym samym wszystkie postulaty i wnioski o wyjaśnienie wysokich stawek za wywożenie śmieci trafiły do kosza. Mieszkańcy, którzy również przyszli obserwować przebieg obrad, byli zszokowani tym, jak ich potraktowały władze miasta. „Gdzie oni są?”, „dlaczego nie przyszli?”, „to jawna pogarda” – rozchodziły się słowa wyraźnie rozczarowanych obywateli. 6 dni później radni Platformy Obywatelskiej jednak poparli obniżkę cen odbioru śmieci od mieszkańców.

            Decyzja ta zapadła niestety za późno, gdyż również 23 maja, z inicjatywy Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, rozpoczęło się zbieranie podpisów pod zorganizowaniem referendum, w celu odwołania urzędującej prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz. By się ono odbyło, organizatorzy muszą uzyskać pisemne poparcie 135 tyś. mieszkańców w ciągu 60 dni. Do tej pory w Warszawie nie zorganizowano żadnego referendum, gdyż przepisy za każdym razem okazywały się zaporowe. Jak będzie tym razem?

Aaron Welman

Warto odwiedzić